O video marketingu – dla laika, sceptyka i praktyka

Karolina Kruczek
Karolina Kruczek
Dziewczyna trzyma telefon w rękach

W czasach, gdy w internecie można znaleźć wszystko, włącznie ze sposobem naprawienia skorupy ślimaka, gdy jesteśmy przytłaczani wszelkiego rodzaju treściami, coraz częściej poszukujemy oddechu od mróweczek tekstu – video. Magdalena Daniłoś w książce “Video marketing nie tylko na YouTube” kieruje światło na wagę przekazu wizualnego w działaniach marketingowych. Pokazuje także jak w praktyczny sposób wykorzystać właśnie ten, nie w pełni doceniany jeszcze, kanał dystrybucji treści.

Kiedy po kilku latach ciszy w eterze ponownie usłyszałam o Magdzie wyrastającej na królową YouTube’a, nie mogłam przejść obojętnie koło książki, nad którą pracowała ostatnimi czasy. Pracując niegdyś w jastrzębskiej telewizji, dziś jako creative director OFFON Agency jeździ po kraju będąc orędownikiem videonowin.

W poziomie na poziomie!

Pierwsze co zwraca uwagę po wzięciu książki do ręki to… jej pozioma orientacja. To świetna wskazówka i podpowiedź dla chociażby smartfonowych amatorów filmowania, którzy niestety wciąż jeszcze zapominają o kręceniu video w poziomie, zalewając sieć nadmiarem nieba lub ziemi w wizualnych przekazach. Na szczęście obserwując rynek widzimy, że przywiązujemy coraz większą wagę do jakości prezentowanych treści, przynajmniej w pewnych grupach wiekowych 😉

Dla laika, sceptyka i praktyka

Książka Magdaleny Daniłoś z pewnością pomaga w stawianiu pierwszych kroków w video marketingowym świecie i stąd też uważam ją za pozycję właściwą tak dla laika, jak videosceptyka i praktyka. Dziś, kiedy Facebook, Instagram czy YouTube są marketingowym chlebem powszednim, prócz contentowych tekstów warto pójść w stronę wizualną. Przecież sami coraz częściej wolimy obejrzeć tutorial, sposób przygotowania potrawy niż wczytywać się w instrukcje czy przepisy. Jesteśmy spragnieni video, a Magda pokazuje, jak zaspokajać to pragnienie.

Książka multimedialna

Może się wydawać, że książka o video – biorąc pod uwagę powyższe preferencje wyboru treści wizualnych niż pisanych – mija się z celem. Myli się jednak ten, kto oczekuje topornego poradnika. Już na wstępie zachęciła mnie stworzona na potrzeby książki playlista utworów na Spotify, zalecanych do słuchania podczas wgryzania się w kolejne rozdziały. I już robi się multimedialnie, choć to dopiero początek. Treść rozbijają liczne screeny z omawianych w rozdziałach reklam, z linkami i QR codami dla chcących poznać przywoływane przykłady od podszewki. Do tego świetne grafiki podsumowujące teksty, rozbijające bloki treści  i sprawiające, że książkę połyka się w całości, a raczej chrupie ze smakiem 🙂

Ułatwia życie z klientami

To pozycja świetna do podsunięcia klientom podchodzącym z rezerwą do wykorzystania video w marketingu, którym kojarzą się tylko i wyłącznie z reklamami. Jest odpowiedzią na częste wyzwania, przed jakimi stawiają nas nasi chlebodawcy. Któż nie zna branżowych żartów, które niestety są realiami, w stylu “Mam ograniczony budżet i chcę…” czy “proszę mi zrobić viral”. Magdalena Daniłoś cierpliwie przedstawia zadania, które stają przed agencjami PR zajmującymi się video marketingiem, tłumacząc wpływ odbiorców na powodzenie kampanii czy przedstawiając wady i zalety poszczególnych rozwiązań. To także gorzkie strony poświęcone temu, czego absolutnie nie należy robić, co potraktuję jako tarczę przeciw upartym klientom 🙂 Doceniam też know-how, które można wykorzystać w agencji PR podczas przygotowywania np. oferty dla zleceniodawcy.

Podbija kreatywność

Ja sama znalazłam w książce garść inspiracji, choć przedstawiona w niej wiedza nie była mi nieznaną. Czasem wystarczy impuls, by marketingowe myśli pobiegły w inną, jeszcze bardziej kreatywną stronę. Czy to wystarczające dla osób, które do tej pory nie miały do czynienia z videomarketingiem? Trudno mi ocenić. Na pewno są tu zebrane podstawy, które warto znać, by rozpocząć przygodę z filmem jako alternatywa dla tradycyjnych przekazów.

Obraz > tekst

Jeśli zastanawiasz się, po co w ogóle książka o videomarketingu – warto po nią sięgnąć. By skończyć z przekonaniem, że videomarketing to tylko reklamy, których wszyscy mają dość, by poznać preferencje użytkowników internetu, wreszcie – by wnieść świeżość w codzienną pracę i wpuścić kreatywność na nieco inne tory. Bo obraz jest warty więcej niż tysiąc słów, o czym ja, pasjonatka fotografii wiem bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.